Blog poświęcony relacjom z wydarzeń mniej lub bardziej kulturalnych. Ot, taki koncertowo-teatralno-muzealno pamiętnik amatora, który lubi w takich miejscach bywać.
poniedziałek, 29 października 2012
Krakowskie muzea i Opera Rara

Kraków, dn. 25 października 2012 r.

Muzeum Inżynierii Miejskiej

Do Krakowa przyjechałem na koncert. Ale przed koncertem zwiedziliśmy jeszcze Muzeum Inżynierii Miejskiej, mieszczące się w dawnej zajezdni tramwajowej na Kazimierzu.

Muzeum przywitało nas zepsutą maszyną do biletów i informacją o tańszym zwiedzaniu, ze względu na remonty w nim trwające (choć Muzeum jest nowe) – niedostępna jest sala z tramwajami, w sali motoryzacyjnej także trwają prace (dach przecieka?).

Muzeum w tak okrojonej formie jest skromne, ale to co posiada jest ciekawe – część motorowa obejmuje przykładu wielu produkowanych w Polsce motocykli i samochodów, zwłaszcza powojennych – znajdują się tu m.in. prototypy Smyka, Beskida (dwa egzemplarze, oba przekazane przez konstruktora), Mikrus, szeroki wybór Warszaw i Syren, Polskie Fiaty: 508, 125p, 127p, 126p. (Zbiory samochodów osobowych są większe niż ciężarowych, choć można zobaczyć i Stara.)

Budynek obok zawiera wystawę poświęconą krakowskim drukarzom (dla nas było to przypomnienie cieszyńskiego Muzeum Drukarstwa, oba posiadają nawet taki sam linotyp z lat sześćdziesiątych), muzeum krakowskie posiada kilka ciekawszych eksponatów (jak do drukowania nut i równań w tekstach naukowych), ale brakuje w nim ducha pasjonatów z Cieszyna.

Salka obok prezentuje wystawy czasowe – w czwartek była to wystawa poświęcona telekomunikacji, gdzie prezentowano stare telefony (w tym pierwsze telefony komórkowe), teleksy, aparaty na monety. Sala poświęcona tramwajom była nieczynna z powodu remontu. Ogródek dla dzieci prezentował zasadę działania dźwigni, znaczenie grawitacji, czy tarcia.

Opera Rara

Trzeci w tym roku koncert w ramach cyklu Opera Rara, prezentował operę Antonio Vivaldiego „Tito Manlio” i po raz pierwszy koncert tego cyklu miał miejsce w Operze Krakowskiej (dotąd miały one miejsce w Filharmonii Krakowskiej lub Teatrze Słowackiego).

„Tito Manlio” powstało dla Mantui, na wesele księcia Filipa von Hesse-Darmstadt z Eleonorą di Guastalla w karnawale roku 1719. Antonio Vivaldi miał zapisać na partyturze, że ukończył tę operę w trzy dni (co zresztą stanowiło pytanie konkursowe, które też stały się tradycją koncertów cyklu Opera Rara). Spekuluje się jednak, iż Vivaldi napisał pierwotną wersję wcześniej, we Florencji, na ślub księcia jedynie przepracowując ją, w tym dodając dziewięć arii (i jedną postać – Linda).

Tito Manlio (Tytus Manliusz) to postać z rzymskiej historii, choć opera ma niewiele z historią wspólnego. W historii (na poły legendarnej), w czasie wojen z Latynami, Tytus skazał swojego syna, Manliusza, na śmierć, za wdanie się w walkę, wbrew rozkazom. Wersja operowa (librecista Matteo Noris) z historii zapożyczyła jedynie ogólny sens walki z Latynami (Latynowie, sojusznicy Rzymu, zaczęli domagać się równych praw, zwłaszcza udziału we władzy), oraz skazanie syna przez ojca za udział w walce z Latynami. I to wszystko. Zgodnie z konwencją dodano wątki romansowe: Witelia (Vittelia), córka Tytusa, jest narzeczoną Gemina, przywódcy Latynów; podczas gdy siostra Geminia – Serwilia, jest narzeczoną Manliusza, syna Tytusa. Obie pary się bardzo kochają. Witelię kocha także Lucjusz (Lucio), inny Latyn, jednak wierny Rzymowi (z miłości do Witelii). Listę postaci dramatu uzupełniają Decjusz – przywódca wojsk Rzymian, oraz Lindo – służący i trochę intrygant, postać komiczna (wprowadzona dla zadośćuczynienia gustom mieszkańców Mantui)…

Zasadnicze dwie osie konfliktu dotyczą dzieci Tytusa, dokładniej ich konfliktów z ojcem – Manliusza, ze względu na złamanie prawa (choć Manliusz został ‘wrobiony’ w walkę) i Witelii, ze względu na chęć zemsty na Manliuszu i sympatyzowanie z Latynami w wojnie. Przy czym Manliusza popiera ukochana, Serwilia, oraz wojsko, a Witelię kocha Lucjusz. Zgodnie z oczekiwaniami wobec rozrywki w epoce, wszystko kończy się dobrze (z wyjątkiem nieszczęsnego Gemina, który sprowokowany przez Linda prowokuje Manliusza i ginie na końcu aktu I) – Witelia nagle godzi się z ojcem, co pozwala na ślub z Lucjuszem, a jednocześnie Tytus wybacza Manliuszowi, ku radości wojska reprezentowanego przez Linda.

Opera zawiera elementy bardzo dramatyczne, ale w tym Vivaldi nie wydaje się równie dobry, jak choćby Händel, zawiera też elementy komiczne (świetnie rozegrane, bo i Lindo w wykonaniu Bruna Taddia i Geminio w wykonaniu Carlo Vincenzo Allemano). Operze sprzyjali wykonawcy – całość była bardzo dobra: Sergio Foresti (Tito), Roberta Invernizzi (Lucio), Marina De Liso (Servilia), Maria Hinojosa Montenegro (Manlio), Delphine Galou (Vitellia) i Milena Storti (Decio). Wszystko uzupełniali instrumentaliści Accademia Bizantina pod kierunkiem Ottavio Dantone, a miała w czym, bo jak pisze Piotr Kamiński (Tysiąc i jedna opera, PWM 2008):

„Nawet najbardziej konwencjonalne, regularne arie zawierają zawsze jakiś detal instrumentacji lub klejnocik inwencji melodycznej. Orkiestra, złożona ze smyczków, obojów, rogów, trąbek, fletów (flauti grossi), fagotów i kotłów imponuje niebywałym blaskiem, dowodząc ambicji i możliwości dworu mantuańskiego – oraz olśniewającej wirtuozerii kompozytora. Zdaniem niektórych komentatorów, pewne arie mogłyby się wręcz obejść bez partii wokalnej…”

Pierwszy raz na Opera Rara nie było kompletu. O dziwo – w pełni wypełnione były miejsca najdroższe, ale luki pojawiały się na miejscach tańszych (a na balkonach wręcz były pustki). Szkoda, bo to jedna z najefektowniejszych oper, jakie w tym cyklu się pojawiły. W przerwach serwowano czekoladki, oraz alkohol (stroje hostess roznoszących kubki z alkoholem, nie bardzo przystawały do ‘stylu’ opery), tradycyjnie też organizowano konkurs (nagród trochę mniej – kryzys?). Świetne wykonanie, piękna opera i dobre miejsce (w Operze było jakby luźniej niż w przepełnionych Filharmonii Krakowskiej, czy Teatrze Słowackiego) dopełniły piękna wieczoru.

***

Kraków, dn. 26 października 2012 r.

Muzeum Lotnictwa Polskiego

Muzeum Lotnictwa odwiedzałem po raz trzeci – pierwszy raz jeszcze jako Muzeum Lotnictwa i Astronautyki, drugi raz kilka lat temu. I zawsze było tam coś nowego. Teraz dla mnie był nowy gmach główny, pięknie odnowiono najbliższy hangar (przygotowując nową ekspozycję poświęconą konfrontacji z okresu zimnej wojny), pozbawiono pojawiło się też kilka nowych eksponatów (wyraźnie pochodzących z wymiany z wojskami i muzeami państw zachodnich, głównie Belgii i Wielkiej Brytanii), przearanżowano częściowo wystawę plenerową.

Muzeum posiada wiele ciekawych eksponatów, wiele unikatów na skalę światową, widać doinwestowanie z ostatnich lat, choć widać też zaniedbanie, zwłaszcza w ekspozycji plenerowej. (Brakuje też jakiegoś zamaskowania braku silników w wielu samolotach – silniki są eksponowane osobno (i bardzo dobrze), ale dziury szpecą.) Wydaje się jednak, że jest jeden, większy brak – brak ‘narracji’ dla odwiedzających amatorów. W Muzeum działają przewodnicy, ale i oni, i organizacja wystawy są zorientowani bardziej na miłośników lotnictwa, pasjonatów, dla których Muzeum stanowi raj, gdy mogą się przechadzać wobec znanych ze zdjęć i historycznych konstrukcji. Ale co mają robić amatorzy? Wystawa w gmachu głównym jest raczej zaczęta niż przygotowana, brak wskazań dotyczących kolejności zwiedzania, techniczne opisy, brak opisów ‘pomocy naukowych’, czy tablic multimedialnych.

Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Podziemia Rynku

Oddział MHMK w Podziemiach Rynku stanowi przeciwieństwo Muzeum Lotnictwa Polskiego, gdyż choć znaleziska archeologiczne pod krakowskim rynkiem okazały się bardzo ciekawe i liczne, to jednak nie są tak unikalne, jak niektóre eksponaty w Muzeum Lotnictwa, zostały jednak bardzo ciekawie wyeksponowane. Muzeum prezentuje dawną historię Krakowa, skupiając się na trzech/czterech punktach na osi czasu – Kraków przedkolacyjny, oraz jego koniec (spalenie przez Mongołów w 1241 roku), rok 1390, oraz 1500, odpowiadające wyeksponowanym znaleziskom (resztki chat i cmentarz; średniowieczny bruk, oraz resztki murowanych kramów; oprócz tego eksponowano znalezione drobne przedmioty, jak monety, ozdoby, kawałki materiałów).

Oprócz punktów na osi czasowej z prezentacją stanu miasta Krakowa, wystawa obejmuje także stoiska tematyczne, poświęcone handlowi krakowskiemu, systemom miar i wag, wodociągom krakowskim, czy też wygospodarowane salki z serią pięciu filmów: „Kroniki miasta Krakowa”. Miłośnicy nowych technologii mogą też zachwycać się formą prezentacji – ekrany z filmami, ekrany dotykowe, prezentacje holograficzne, obok tradycyjnych makiet, rekonstrukcji i samych znalezisk ukrytych za szkłem. Muzeum nie tylko jest barwne, ale i gwarne – odtwarzane filmiki ilustrujące średniowieczny handel rozbrzmiewają w różnych kątach ekspozycji.

Nowością są też godziny otwarcia. Przynajmniej w polskich warunkach… Rzadko trafia się muzeum otwarte do godziny 22… Ale może tylko uwzględniono to, że w podziemiach można się zapomnieć i stracić rachubę czasu, myląc zarówno godziny, jak i epoki.