Blog poświęcony relacjom z wydarzeń mniej lub bardziej kulturalnych. Ot, taki koncertowo-teatralno-muzealno pamiętnik amatora, który lubi w takich miejscach bywać.
wtorek, 17 kwietnia 2007
Gramophone dostrzega Dworzyńskiego
W cyklu "Ktoś warty uwagi" brytyjski miesięcznik Gramophone przedstawił polskiego dyrygenta Michała Dworzyńskiego.
czwartek, 18 stycznia 2007
Kolejna świetna recenzja "polskiej" płyty!

I znowu "Nas" docenili! Niby nie ma się czym podniecać, to niby normalne, że Polska funkcjonuje w normalnym obiegu kulturalnym Europy i świata. Ale w praktyce, gdy zerkam na zagraniczne recenzje, to się okazuje, że jesteśmy gdzieś na głębokim marginesie. I powiedzmy sobie szczerze -- nie bez powodów. I to nie tylko takich, że wielu recenzentów to straszni szowiniści [*].

Tymczasem pochwalono NOSPR i Gabriela Chmurę za 3 płytę z muzyką Mieczysława Weinberga (Symfonie nr 14 i 16). Już pierwsze dwie płyty przyniosły pochwały NOSPRowi i Gabrielowi Chmurze, ale na Mieczysława Weinberga -- Polaka mieszkającego i działającego w ZSRR wybrzydzano. Przy trzeciej płycie oceny się odmieniły, a recenzent -- David Fanning -- nazwał go 'prawdziwym spadkobiercą Szostakowicza'. Płyta dostała znaczek "G" podkreślający pochwały miesięcznika Gramophone (bo to w nim wyczytałem tę recenzję).

Oczywiście można szukać dziury w całym, że na ile Chmura, na ile Weinberg, 'obywatel radziecki' są Polakami; jakie znaczenie miało to, że nagrali płytę dla fimy brytyjskiej. Ale po co? Czy nie lepiej się cieszyć, że sprawa abp. Wielgusa, to nie jedyny powód wspominania Polski za granicą?

--
*] - dosłownie na dniach czytałem relację z życia muzycznego Paryża, gdzie rezenzent zjeżdżał wszystko z góry na dół z dwoma wyjątkami. Raz to był występ angielskiego zespołu. Drugi raz to był chór, co prawda francuski, ale pochwalony za 'angielskich śpiewaków'. A teraz pytanie dla czytelników -- jakiej narodowości był to recenzent?

sobota, 13 stycznia 2007
Ars Cantus: Goldbergowskie post scriptum

W grudniu opisywałem występ zespołu Ars Cantus. Z przyjemnością więc donoszę, że w najnowszym, 43 numerze Goldberga (ach! zobaczyć Goldberga i umrzeć – kto nie widział niech żałuje, to pięknie wydawany magazyn o „wczesnej muzyce”) wyłapałem recenzję płyty „Musica Figurata” tegoż zespołu, podpisaną przez Craiga Zeichnera. Płyta dostała pięć gwiazdek (maksimum, choć trzeba przyznać, że przyznawane lekką ręką), z wielkimi pochwałami dla wykonawców („we have here a top-notch ensemble of singers and instrumentalists”mamy tu zespół śpiewaków i instrumentalistów z najwyższej półki – że tak swobodnie oddam treść), czy jakości nagrania („sound quality is of the highest caliber”jakość dźwięku jest najwyższego kalibru). Jedyne uwagi negatywne dotyczyły czcionki (za małej, zdaniem recenzenta).

Zespołowi Ars Cantus niniejszym gratuluję, ciesząc się tym bardziej, że swojej grudniowej finansowej nierozwadze zawdzięczam fakt, iż stałem się posiadaczem tak pochlebnie zrecenzowanej płyty (rzeczywiście, jakość jest bardzo dobra). I jeszcze na marginesie odnotowuję jedno polonicum z bieżącego numeru (Polska coraz silniej zaznacza się w Goldbergu!) – Motety Wacława z Szamotuł (z dodatkiem mszy Marcina Leopolity w wykonaniu Colegium Vocale z Bydgoszczy), które otrzymały co prawda tylko 4 gwiazdki, ale towarzyszył im przychylny komentarz recenzenta.