Blog poświęcony relacjom z wydarzeń mniej lub bardziej kulturalnych. Ot, taki koncertowo-teatralno-muzealno pamiętnik amatora, który lubi w takich miejscach bywać.
środa, 26 marca 2008
Bajazet Vivaldiego
Dyskusja o "Bajazecie" Vivaldiego na blogu Doroty Szarcman przypomniała o mojej dawnej prezentacji na temat tej opery.
czwartek, 20 grudnia 2007
Atenaida Vivaldiego w slajdach
"Atenaida" Antonio Vivaldiego to jedna z jego licznych weneckich oper, które nie wytrzymały próby czasu (były także ofiarami zmiany gustów muzycznych i teatralnych), a dzisiaj są przypominane na fali renesansu muzyki Vivaldiego. Wykonanie pod kierunkiem Federico Sardellego należy do "Wydania Vivaldiego" firmy Naive -- projektu zakrojonego na całą dekadę, a mającego przypomnieć wiele zapomnianych dzieł "Czerwonego Księdza".
niedziela, 28 stycznia 2007
Oratroium "Saul" Jerzego Fryderyka Handla

Ostatnia już relacja zastępcza, bo szczęśliwie waracam do zdrowia i (mam nadzieję) sal koncertowych, by słuchać na żywo. Forma omawiania płyt na "slajdach" ma wiele wad, których jestem świadomy -- choćby tego, że ogranicza ona moją wypowiedź. Z drugiej strony szukanie plastycznego wyrazu swoich muzycznych przeżyć, doszukiwanie się związków między obrazami, a librettem, było zajęciem, które mnie bawiło i intrygowało. Stąd ostatnie "relacje zastępcze" właśnie w takiej formie.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us

PS. A na koniec tylko dodam, że Handel jest wielki. Zwłaszcza gdy go porównać z Vivaldim. Owszem -- u Vivaldiego jest świeżość, pomysłowość, lekkość. Ale wyczucie dramatu, mocy i energii u Handla równoważy to z nawiązką. „Saul” to wielki dramat i Handel potrafi go pokazać.

piątek, 26 stycznia 2007
"Płonące serce" Fagiolinich (i Monteverdiego)

To już ostatnia, a może przedostatnia relacja zastępcza? Od przyszłego tygodnia wrócę do wyjść koncertowych. Takie przynajmniej mam plany -- będzie to chyba "Carmina Burana", dobrze znana. Może aż za dobrze.

Dzisiaj relacja z bardzo efektownej płyty, którą początkowo zlekceważyłem. Tu potrzeba wsłuchać się bardzo uważnie, wczytać w treść. Potrzebowałem tu drugiego przesłuchania. Ale było warto!

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
wtorek, 23 stycznia 2007
"A Child of our Time" Sir Michaela Tippetta

O oratorium Sir Michaela Tippetta "A Child of our Time" już było, a konkretnie -- zmieszczałem jego libretto. Teraz krótko o samym oratorium i o tym, co mi się w nim podoba:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us

niedziela, 21 stycznia 2007
"Griselda" Antonio Vivaldiego

Kolejna relacja zastępcza. Tym razem "Griselda" w wersji Antonio Vivaldiego, która od wersji Alessandro Scarlattiego podoba mi się mniej. Ale chyba zawsze znajdą się tacy, któzy wybiorą popisowe arie Vivaldiego, od głębszego zamysłu Alessandro Scarlattiego.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
sobota, 20 stycznia 2007
"Griselda" Alessandro Scarlattiego (cz. II)

... dokończenie...

Pisałem czym „Griselda” nie jest. A teraz warto napisać czym jest. Otóż jest bardzo dojrzałym, a przy tym oryginalnym dziełem. W epoce, gdy zapożyczenia były na porządku dziennym, Scarlatti nie wypożyczył do „Griseldy” żadnego fragmentu z własnych utworów, ani z utworów obcych. Wyjątkowo starannie ją zinstrumentował (który to atut znakomicie wykorzystali AAMB i René Jacobs). W instrumentacji warto zwrócić uwagę, na przypisanie instrumentów postaciom – na przykład rogi znamionują arie Roberta, flety – Griseldy, a oboje pozostają instrumentem „książęcym” (Corrado, Gualtieri i Otton). Brakuje co prawda zupełnie maszyn teatralnych (to w pewnym sensie dość kameralna opera, która powstała dla niewielkiego arystokratycznego kółka, także chór, to tak naprawdę zebranie wszystkich solistów razem), ale tak unikamy pustego efekciarstwa.

Dorothea Röschmann (Gryzelda), niesie wielką, tragiczną rolę. Czy Röschmann sprawdza się jako tragiczka? Miewałem wątpliwości. Ale i tak jest wielka, nie tylko w trudnej arii Di’ che sogno o che deliro. Powołując się na wywiad z dyrygentem, dodaję że Scarlatti co prawda wyjątkowo rzadko stosował (na tle epoki) w tej operze arie koloraturowe, ale jak już je stosował, to były one wyjątkowo trudne.

Lawrence Zazzo (Gualtiero), początek wręcz bardzo dobry, potem trochę słabiej. Lawrence Zazzo choć wciąż nie jest Andreasem Schollem, to jednak bardzo dobrze dźwiga ciężar głównej. O ile w „Rinaldzie” miałem wątpliwości co do obsadzenia go w jednej z głównych ról, tak tutaj był bardzo na miejscu. Dla tych, którzy woleliby obsadzać tę rolę mezzosopranem, podaję jako ciekawostkę, że podczas prapremiery w 1721 roku, nie było na scenie ani jednej kobiety! Role kobiece przypadły wówczas kastratom.

Veronica Cangemi (Konstancja), trzecia wielka, tragiczna rola w tej operze, bardzo dobrze zaśpiewana. Mam tylko taką jedną wątpliwość. Otóż Konstancja występuje często w duetach z Robertem. Czy nie dało się dobrać wykonawczyń o bardziej zróżnicowanych głosach? Na scenie to niekonieczne, ale na płycie, pomocne.

Bernarda Fink (Roberto) i to właśnie Roberto, nieco rozczarowujący. Po Bernardzie Fink spodziewałem się trochę więcej. Co nie znaczy, że śpiewa źle, bo jest jak zwykle mistrzowska. Ale mogłaby być bardziej charakterystyczna, zapadająca w pamięć... Tymczasem jej Roberto wylatuje bardzo szybko z głowy.

Silvia Tro Santafé (Otton), nieprzyjemny głos. Niby ten Ottone to czarny bohater, więc nieprzyjemne brzmienie jest uzasadnione, ale... zawsze pozostaje niedosyt. Może nie powinienem narzekać. Otton śpiewa ważne arie, które pani Tro Santafé dobrze wykonuje (np. Chi Regina mi disprezza). Bardziej pamiętna od Fink.

Kobie van Rensburg (Corrad), miękki, „ciepły” głos. Budzi sympatię.

Cała opera jest bardzo dobrze zaśpiewana i jeszcze lepiej zagrana. Nie wróżę jej jednak zachwytów jakie wywoływał „Croesus” – cudowna instrumentacja nie zrównoważy wielu słuchaczom braku różnorodności „Krezusa”. Brakuje tu też zasadniczo akcentów komediowych, to wciąż wielka tragedia o przesłaniu moralnym, a nie opera dla licznej publiczności. Sam Scarlatti jako kompozytor „bliższy jest Bachowi niż Händlowi” (tako rzecze książeczka, ale na tym podobieństwie, sam się łapałem). Dzieło piękne, bardzo dojrzałe, warte przypomnienia, ale obawiam się, że może się ono okazać nazbyt arystokratyczne.

Relacja zastępcza: Symfonia Kullervo Jeana Sibeliusa

Dzisiaj relacja zastępcza, bo w Filharmonii wczoraj, na Rossinim, Mozarcie i Debussy'm nie byłem i chyba w styczniu już nie będę (ktoś chce pójść za mnie na Blechacza?). A obiektem relacji zastępczej jest Symfonia Kullervo Jeana Sibeliusa, nagrana na płytę przez LSO (London Symphony Orchestra), która dzięki wydawaniu względnie tanich, a wcale dobrych płyt z nagrań na żywo, stała się jedną z moich ulubionych i najczęściej słuchanych orkiestr:

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Free Image Hosting at www.ImageShack.us