Blog poświęcony relacjom z wydarzeń mniej lub bardziej kulturalnych. Ot, taki koncertowo-teatralno-muzealno pamiętnik amatora, który lubi w takich miejscach bywać.
Blog > Komentarze do wpisu
Zakończenie sezonu NOSPR, niemalże grupowe

Katowice, dn. 15 czerwca 2012 r.

– Mi się podobało. Podobno orkiestra jest zawsze ta sama, ale dyrygent i solista się zmieniają. Chyba pójdę raz jeszcze, bo ciary mnie przechodziły.
– Ja też!

(Dwie dziewczyny wieczorową porą, wracające z koncertu NOSPR.)


Częste chodzenie na NOSPR ma swoje wady. Koncerty przestają być wyjątkowym świętem, staja się normalnością. Codziennością niemal. Wchodząc na pierwsze piętro CKK, zobaczyłem wypełnioną galerię Sektor I słuchaczami prelekcji (Karola Buli). Sala wydawała się pełna, a ja spóźniony (a wcale nie, byłem punktualnie), zerknąłem więc do stoiska z płytami, a pani skierowała mnie na prelekcję. Zacząłem się wymawiać brakiem miejsc. Usłyszałem: „Panie P., ale ta sala jest długa, ona aż tam się kończy, miejsca na pewno jeszcze są!” Nie przypuszczałem, że jestem znany administracji NOSPRu z imienia… Niby wypisują mi co roku karnet, ale mimo wszystko…

Co robić – poszedłem na prelekcję i już… A Karol Bula poświęcił prelekcję głównie otwierającemu koncert – Silhouette (Hommage à Gustave Eiffel) na orkiestrę smyczkową i perkusję z 2008 roku Arvo Pärta (prawykonanie polskie), a może nawet bardziej kompozytorowi niż utworowi, gdyż Karol Bula twierdził, że go słuchacze NOSPRu mogą nie znać… (Poświęci choć zaczął od krytyki pani dyrektor Joanny Wnuk Nazarowej – że na koncercie są Rosjanin i Czech, a nie ma Polaka (nawiasem mówiąc, Greka też nie było), co stanowi wyraźny brak.)

Mogą? Trudno mi było w to uwierzyć, bo przecież Arvo Pärt należy do najpopularniejszych współczesnych kompozytorów. Trudno nie „znać” Tabuli Rasy, czy Pasji Janowej. Przeszukując programy NOSPRu znajduję tylko raz Pärta – IV Symfonię w lutym 2011 roku. Więc może rzeczywiście jest w Katowicach mało znany? (Bardziej dziwiło mnie wskazanie na stosowanie etykietki ‘minimalizmu’ u Gubaiduliny, przy braku odwołania do Adamsa i Glassa, w końcu postaci sztandarowych ‘minimalizmu’, wykonywanych przez NOSPR w ostatnich kilku sezonach.)

Łatwiej jednak mówić o takim kompozytorze, jak Avro Pärt (bo i polityka – awangarda w ZSRR, i wpadające w ucho ‘tintinnabuli’ (tak, od dzwoneczków, nazwał swój styl Pärt), niż o jego nowym (2008) utworze. Bo cóż można powiedzieć – inspirowany wieżą Eiffla, ale co oznacza inspiracja? Obraz pracy Arvo Pärta wpatrującego się w szkice wieży Eiffla podczas komponowania wypada w gruncie rzeczy śmiesznie. Wartościowe mogło być, dla nienawykłych do muzyki współczesnej słuchaczy, określanie ideału muzycznego Pärta, jako ‘wytchnienia’. Bo taki utwór był – dający wytchnienie, piękny w sensie brzmień (w tym dzwonków), z niejako zarysowanymi łukami (narastająca dynamika, ale bez wchodzenia na poziom dramatycznego napięcia). I tak przez kilka (9?) minut.

Mam nadzieję, że Silhuette przekonało do Pärta tą część publiczności, która jego muzyki nie znał. I mam nadzieję, że dobór pozostałych utworów nie stanowi prorockiej wizji zwycięzców grupy A. A kolejnym utworem był II Koncert fortepianowy c-moll, op. 18 Sergiusza Rachmaninowa – utwór (słusznie zauważył Karol Bula) tak słynny, że trudno o nim pisać. Bo, że trzy tradycyjne części (Moderato, Adagio sostenuto, Allegro scherzando), że ‘tęsknota za Rosją’ (a skąd!? utwór z lat 1900-1901, więc absolutnie nie emigracyjny), że wykorzystali motywy drugiej części Eric Carmen i Frank Sinatra („Full Moon and Empty Arms”, 1945)? To, jeśli nawet nie wszyscy wiedzą, to łatwo sobie doczytają.

I taka postawa odbiła się negatywnie na moim odbiorze tego Koncertu. Miałem wrażenie, że partytura została przekazana orkiestrze i solistce, niczym płyta włożona do odtwarzacza, po czym słyszało się świetnie znane dźwięki, wpadające do ucha bez zaskoczenia, czy zdziwienia, w pełni oczekiwane. Owszem, przyjemnie tak się słucha, ale nic ponad to.

Może więc dobrze, że były aż trzy bisy, bo było czemu się dziwić? Solistka – Brazylijka Cristina Ortiz (na fortepianie Fazzoli) – na pierwszy bis wybrała (i pięknie wykonała) Arabeskę Claude Debussy’ego; na drugi – rodzimego kompozytora – Heitora Villos-Lobosa i jego Bachaianas Brasileiras (fortepianowym utworem jest czwarta suita). Trzeciego bisu, wciąż wzywana (może nawet coraz głośniej) owacjami Cristina Ortiz nie zapowiedziała.

A po przerwie Antonin Dvořák i jego IX Symfonia e-moll „Z Nowego Świata”, op. 95 (1893), inspirowana Ameryką, jej muzyką i kulturą (i kulturą ‘dzikiego zachodu’, choć znaną głównie z lektur). Symfonia ta ma tradycyjną formę czteroczęściową (Adagio. Allegro molto; Largo; Scherzo. Molto vivace; Allegro con fuoco – podejrzewam, że do ‘ciar’ doprowadził mijaną młodą słuchaczkę właśnie ten ostatni fragment), mniej tradycyjna jest muzyka – choć Antonin Dvořák odcinał się od sugestii, że wykorzystał muzykę amerykańską (mówi się o afroamerykańskiej i indiańskiej, choć mi się najbardziej rzucały w uszy analogie do… country – zresztą tak samo, jak w XII Kwartecie smyczkowym). Symfonia jest bardzo efektowna, choć wydaje mi się nieco nazbyt prosta ze swoimi amerykańskimi nawiązaniami (wolę VIII, ale nie narzekam, bo z wielką przyjemnością słucham); na dodatek romantyczna symfonia to to, co wypada w koncertach NOSPRu zawsze najlepiej – od tego ta orkiestra jest.

A dyrygent, młody Bułgar (ur. 1981) Rossen Gergov w odpowiedzi na serdeczne owacje poprowadził bis – jeden z Tańców Słowiańskich Dvořáka. Był więc to wieczór w bisy obfity (i dość długi). I bardzo słusznie, bo musi słuchaczom tej muzyki wystarczyć (o ile nie kochają twórczości Wojciecha Kilara, którego dzień już za miesiąc) aż do października.

sobota, 16 czerwca 2012, pak4
Tagi: koncert NOSPR

Polecane wpisy

  • Koncert żałobny

    Katowice, dn. 16 kwietnia 2010 r. To miał być inny koncert. Miał być, ale katastrofa w Smoleńsku i żałoba narodowa były ważniejsze od planów. Że śląskie podejśc

  • Jak to Saksończycy chcą być Włochami (i odwrotnie)

    Kraków, dn. 4 kwietnia 2010 r. Misteria Paschalia – festiwal ze znakomitym programem, tak blisko, na wyciągnięcie niemal ręki (czyli: dojazd bez większych

  • Poranek Chopinowski

    Katowice, dn. 21 lutego 2010 r. Poranek symfoniczny poświęcono przypadającej następnego dnia 200 rocznicy urodzin Fryderyka Chopina, tak by mógł on inaugurować

  • Jadę na Alter Bridge do Pragi

    Z racji tego, że w tym roku Polska raczej nie zawita na liście europejskiej trasy Alter Bridge, zdecydowałam o wybraniu się do Pragi. O przyjeździe zespołu do n

  • Blossoms w Warszawie - foto.

    Na sobotnim koncercie światła zagrały dobrze. Tak dobrze, że ograniczyłam do minimum robienie niewyraźnych fot. Ponieważ na żadne znośne galerie się nie natknęł

Komentarze
Gość: meloman, *.xdsl.centertel.pl
2012/06/16 23:58:28
Panie P.
Wstyd nie wiedzieć czym był trzeci bis... Nasz... polski...

A co do pianistyki - tak zmasakrowanej Arabeski chyba nigdy nie słyszałem.
A Rachmaninow - pierwsze akordy zupełnie bez emocji, pijane, ogólnie strasznie nerwowo , raz jak poparzona, raz aż do przesady spokojnie... szkoda że nie mieli lepszego pianisty w agencji do wzięcia :(
-
przemek.z.placowki
2012/09/09 20:32:36
Kurczę, zapomniałem o tym świetnym blogu. No, ale po datach wpisów widzę, że Autor też zapomina.
Mam nadzieję, że z nowym sezonem pojawią się nowe posty, obiecuję zaglądać!

Wydaje mi się, że Arvo Part bardziej znany jest publiczności słuchającej awangardowych pochodnych rocka, niż tej "filharmonijnej", więc może przedstawianie go "od podstaw" miało sens.
A tak w ogóle, to posłuchałem sobie Silhouette - wspaniałe! Part po siedemdziesiątce trzyma formę, oby długowiecznością co najmniej dorównał Sibeliusowi. A aspekt "wieżowy" utworu jak najbardziej mi się podoba, bo ja lubię muzykę nieabstrakcyjną.
Pozdrawiam!