Blog poświęcony relacjom z wydarzeń mniej lub bardziej kulturalnych. Ot, taki koncertowo-teatralno-muzealno pamiętnik amatora, który lubi w takich miejscach bywać.
Blog > Komentarze do wpisu
Koncert żałobny

Katowice, dn. 16 kwietnia 2010 r.

To miał być inny koncert. Miał być, ale katastrofa w Smoleńsku i żałoba narodowa były ważniejsze od planów. Że śląskie podejście bardzo niechętne jest rezygnacji z koncertów (i bardzo dobrze – trudno było mi uwierzyć, że w innych regionach Polski rezygnowano z koncertów muzyki klasycznej zupełnie, a nawet jakiś rektor akademii muzycznej miał nakazać zamykanie okien, by przypadkiem dźwięki instrumentów ćwiczących studentów nie zakłóciły żałoby…).

Miał być Zemlinsky i Bartok, co zresztą ułatwił przygotowanie koncertu żałobnego – Christiane Oelze jest specjalistą od Requiem Niemieckiego Johannesa Brahmsa; a przyjazdu chóru nie trzeba było uzgadniać w ostatniej chwili.

Koncert poprzedziło zwięzłe wprowadzenie pani dyrektor – Joanny Wnuk Nazarowej – która poprosiła o nieoklaskiwanie wykonawców, dla których to również forma modlitwy za zmarłe ofiary katastrofy. I zaraz potem wykonawcy (Christiana Oelze, Chóry Filharmonii Krakowskiej i Polskiego Radia z Krakowa oraz NOSPR pod batutą Alexandra Liebreicha) wykonali Lacrimosę z Polskiego Requiem Krzysztofa Pendereckiego.

Godna, wolna Lacrimosa dobrze pasowała do następującego wkrótce po niej (bez oklasków, z krótką jednie przerwą na zamianę miejsc kilku muzyków, wydawała się wręcz celowo napisanym wstępem, tym bardziej, że charakterem dobrze pasowała do) Requiem Niemieckiego Johannesa Brahmsa.

Requiem Brahmsa nie jest klasyczną mszą żałobną – to wybór tekstów biblijnych poświęconych śmierci w języku niemieckim (Brahms, wielki zwolennik Otto von Bismarcka i zjednoczenia Niemiec, bardzo pragnął by był to utwór jednoczący ludzi ponad podziałami wyznaniowymi, łączący katolików i protestantów, tyle że zjednoczenie odbywa się na gruncie narodowym, co nas, Polaków, może irytować – utwór jest jednak tak piękny i wzniosły, że ewentualne uwagi tego typu już wybrzmiały, a utwór połączył melomanów, nie tylko niemieckich).

Requiem niemieckie składa się z siedmiu części – prawie każda jest monumentalnym – począwszy od Selig sind, die da Leid tragen, po którym następuje gwałtowne Denn aless Fleisch, es ist wie Gras (w Requiem Niemieckim nie ma Dies Irae, charakterem najbardziej przypomina tę sekwencję właśnie ta część, jednak kładzie ona nacisk nie na lęk przed Sądem Ostatecznym, lecz na samo przemijanie, co odpowiednio ją barwi). Kolejna część – Herr, lehre doch mich, daß ein Ende mit mir haben muß – rozpoczyna się poruszającym śpiewem barytonu, który wzywa Boga. (Niestety, nie siedziałem „dobrze”, co zwykle nie przeszkadzało w odbiorze tak monumentalnej muzyki, tym razem nie przeszkadzało także rozkoszować się dźwiękiem instrumentów dętych drewnianych; jednak akurat głos barytonu – Stephana Genz – nie niósł się najlepiej… a szkoda, bo śpiew był wybitny…) Kolejna (Wie lieblisch sind deine Wohnungen, Herr Zebaoch) część zmienia częściowo nastrój, skupiając się na obrazie zaświatów, po niej zaś pojawia się sopran w Ihr habt mir Traurigkeit (to dwie najkrótsze części Niemieckiego Requiem). Kończą zaś znowu dwie części pełne rozmachu – Denn wir haben hie keine bleibende Statt (z dialogiem między barytonem, a chórem, na temat przyszłego życia) i Selig sind die Toten, die in dem Herren sterben – doskonale oddający zapowiedzianą przez panią dyrektor atmosferę modlitwy za zmarłych.

Muzyka wybrzmiała. Zapadła cisza. Płynął czas. Dopiero po dobrej chwili chór, cicho, złożył nuty. To był znak dla słuchaczy, by wstać i oddać chwilą ciszy hołd zmarłym, a następnie, wciąż w ciszy, rozejść się do domów.

sobota, 17 kwietnia 2010, pak4

Polecane wpisy

  • Poranek Chopinowski

    Katowice, dn. 21 lutego 2010 r. Poranek symfoniczny poświęcono przypadającej następnego dnia 200 rocznicy urodzin Fryderyka Chopina, tak by mógł on inaugurować

  • Romantycznie?

    Katowice, dn. 19 lutego 2010 r. Koncert zatytułowano bodajże „Romantycznie”. Bodajże, bo takie słówko wpadło mi w oko na plakacie zapowiadającym, al

  • Neoklasycyzm i Cherubini

    Katowice, dn. 29 stycznia 2010 r. Frekwencja tym razem była niższa niż poprzednio. Ale trudno się dziwić – muzyka XX wieku nie ma wielu amatorów, a Cherub

Komentarze
Gość: melomanka, *.dsl.dynamic.eranet.pl
2011/01/23 20:08:43
W żadnym z zaplanowanych utworów (Bartok, Zemlinsky) nie było chóru? Zespół chóralny trzeba było znaleźć i zaangażować, tym większa więc pochwała dla organizatorów koncertu.