Blog poświęcony relacjom z wydarzeń mniej lub bardziej kulturalnych. Ot, taki koncertowo-teatralno-muzealno pamiętnik amatora, który lubi w takich miejscach bywać.
Blog > Komentarze do wpisu
Romantycznie?

Katowice, dn. 19 lutego 2010 r.

Koncert zatytułowano bodajże „Romantycznie”. Bodajże, bo takie słówko wpadło mi w oko na plakacie zapowiadającym, ale już nie w programie koncertu, co każe zadać sobie pytanie, czy ja w pośpiechu nie przeczytałem czegoś opacznie.

„Romantycznie” to słowo całkiem dobre, zwłaszcza ze względu na dwa utwory Feliksa Mendelssohna Bartholdy’ego, które otwierały koncert – uwerturę Ruy Blas op. 95 i Koncert skrzypcowy e-moll op. 64.

Rozpoczynał Ruy Blas – uwertura do dramatu Victora Hugo, którego Mendelssohn miał nie lubić, a przynajmniej nie mieć chęci do komponowania czegokolwiek do niego. Więc i uwerturę, w końcu przymuszony, napisał pospiesznie, bez elementów ilustracyjnych. (A po napisaniu wzbraniał się przed jej wydaniem – stąd podaje się przy niej rok 1893, niemal pięćdziesiąt lat po śmierci Mendelssohna.) Co nie znaczy, że jest pozbawiona wyrazu – zwłaszcza początek z kontrastami między instrumentami dętymi blaszanymi a smyczkami, pełen jest napięć i emocji.

Dużo jednak wybitniejszym utworem jest Koncert skrzypcowy e-moll, zresztą to jeden z najpopularniejszych koncertów skrzypcowych w dziejach gatunku. Tym razem na scenie wystąpił Jakub Jakowicz. I próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio słyszałem tak pięknie wykonany koncert skrzypcowy. Próbuję i ciężko mi to przychodzi. Było w tym wszystko – i subtelność, i ekspresja. Najbardziej podobała mi się część pierwsza – Allegro molto appassionato. Subtelne Andante zostało powtórzone jako bis. (Zapowiedziane wcale poprawnie po polsku przez dyrygenta – Brytyjczyka Stephena Ellery.) Przed zaś Allegretto non troppo – Allegro molto vivace – nastąpiła przerwa na strojenie skrzypiec solisty (który scenicznym szeptem przeprosił, czego nie pamiętam, ale co, o dziwo, nie przeszkadzało w odbiorze). Brawa były gorące i spontaniczne. (Także po bisie.)

Po przerwie przyszedł czas na Fontanne di Roma (Fontanny rzymskie) Ottorino Respighiego, najkrótsze dzieło z Rzymskiej Trylogii (Pinie rzymskie; Fontanny rzymskie; Święta rzymskie), bo liczące sobie kilkanaście minut z czterema częściami (granymi bez przerwy), poświęconymi czterem różnym fontannom (i czterem porom dnia, dodajmy – ciepłego dnia ,z bogatym życiem rzymskiej fauny): Andante mosso ("La fontana di Valle Giulia all'Alba" – Fontanna Valle Giulia all’Alba o świcie); Vivo ("La fontana del Tritone al mattino" – Fontanna Trytona o poranku); Allegro moderato („La fontana di Trevi al meriggio" – Fontanna di Trevi w południe); Andante („La fontana di Villa Medici al tramonto” – fontanna Villi Medici o zmierzchu). Jak tu u Respighiego zwykle bywa, muzyka została efektownie i bogato zinstrumentowana – w skład orkiestry wchodzą m.in. czelesta (o ile to możliwe także organy), które wraz z dwoma harfami chyba najlepiej oddają żywioł wody).

Utwór z 1917 roku wielu słuchaczom wciąż wydawał się nowoczesny… Co trudno zrozumieć, choć z drugiej strony, skoro typowy repertuar to częściej Mendelssohn niż nawet Mahler, o Martinu nie wspominając, to rzeczywiście, wyjątkowo nowoczesna muzyka dla przeciętnego słuchacza filharmonii.

niedziela, 21 lutego 2010, pak4

Polecane wpisy

  • Koncert żałobny

    Katowice, dn. 16 kwietnia 2010 r. To miał być inny koncert. Miał być, ale katastrofa w Smoleńsku i żałoba narodowa były ważniejsze od planów. Że śląskie podejśc

  • Jak to Saksończycy chcą być Włochami (i odwrotnie)

    Kraków, dn. 4 kwietnia 2010 r. Misteria Paschalia – festiwal ze znakomitym programem, tak blisko, na wyciągnięcie niemal ręki (czyli: dojazd bez większych

  • Wiosna uświęcona

    Katowice, dn. 22 stycznia 2010 r. Filharmonijny sąsiad zdziwiony przywitał mnie stwierdzeniem, że na koncertach jest coraz więcej słuchaczy. Czy „coraz wi