Blog poświęcony relacjom z wydarzeń mniej lub bardziej kulturalnych. Ot, taki koncertowo-teatralno-muzealno pamiętnik amatora, który lubi w takich miejscach bywać.
Blog > Komentarze do wpisu
Neoklasycyzm i Cherubini

Katowice, dn. 29 stycznia 2010 r.

Frekwencja tym razem była niższa niż poprzednio. Ale trudno się dziwić – muzyka XX wieku nie ma wielu amatorów, a Cherubini był bardziej znany i ceniony przez Beethovena niż współczesnych słuchaczy (choć bywalcy wiedzieli kto zacz).

Koncert, któremu towarzyszyła „promocja” najnowszej płyty Filharmonii Śląskiej (rejestracja programu z pierwszego koncertu – muzyki Bolesława Szabelskiego, Henryka Mikołaja Góreckiego i Eugeniusza Knapika; płyty z autografami autorów (oczywiście Góreckiego i Knapika, jako żyjących), w wyjątkowej cenie 12 zł) rozpoczynał się utworem „z płyty” – Toccatą z Suity na orkiestrę op. 10 Bolesława Szabelskiego z 1936 roku. Utwór (jak i kolejny) stanowi dobry przykład neoklasycyzmu – dla moich sąsiadów było zaskakujące, że utwór, brzmiący względnie nowocześnie, powstał w Polsce jeszcze przed drugą wojną światową.

Kolejny utwór również utrzymany był nurcie neoklasycyzmu – był to Koncert fortepianowy Michała Spisaka, polskiego niepełnosprawnego (po chorobie Heinego-Medina) kompozytorze, z roku 1947. Jak na neoklasycyzm przystało, utwór w tradycyjnej, trzyczęściowej formie, przy czym określenia części nawiązują także do baroku – są to: Toccata – allegro; Passacaglia – adagio; Rondo – allegro.

Utwór jest sprawnie napisany (‘klarowny’) i zwarty – jak na neoklasycyzm przystało. Może tylko środkowa część mnie rozczarowała – po passacaglii oczekiwałem czegoś więcej, to zresztą jedyna część w tym krótkim koncercie, która wydała mi się nieco za długa. Takich uwag nie miałem do obu części skrajnych. A sama muzyka? Raczej sprawna, nieco odkrywcza – nie miałbym nic przeciwko temu, by muzyka zapomnianego wyraźnie Michała Spisaka częściej gościła w Filharmonii.

A na fortepianie zagrała Monika Sikorska-Wojtacha.

Po krótkiej pierwszej części wieczoru i przerwie, przyszedł czas na dość krótką część drugą – Requiem c-moll Luigi Cherubiniego, napisane (po restauracji Burbonów) dla Ludwika XVI. Utwór napisany na chór i orkiestrę, co jest o tyle istotne, że niewiele w nim nawiązań do stylu ówczesnej opery (właściwie jedynie trochę ‘teatru’ na początku Dies Irae), który kojarzymy z mszy Mozarta, Haydna, a nawet Missa Solemnis Beethovena. Brakuje np. zupełnie solistów, a chór, mimo wielogłosowości, wydaje się masywny. Temu Requiem jakby nieco bliżej do Verdiego niż Mozarta, choć w samym wyrazie – Faurego, bo nie ma tu ani jakiejś szczególnej wiary w Zbawienie z jednej strony, ani obezwładniającego strachu przed śmiercią i karą – jedynie godna, żałobna zaduma.

Requiem składa się z tradycyjnych części – Introitus et Kyrie: Requiem Aeternam; Graduale: Requiem Aeternam; Dies Irae; Offertorium: Domine Jesu Christe; Sanctus; Pie Jesu; Agnus Dei i trwa ponad czterdzieści minut (w przybliżeniu więcej niż oba utwory z pierwszej części razem wzięte). Miałem wrażenie pewnej jednolitości… ale to mogła być także zasługa prowadzącego piątkowy koncert Jana Wincentego Hawela – prawie cały czas miałem wrażenie, że muzycy grają (a później także chór śpiewa) forte, bez rozróżnienia utworu i części.

Grała Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Śląskiej, śpiewał Chór Filharmonii Śląskiej przygotowany przez Jarosława Wolnianina.

sobota, 30 stycznia 2010, pak4

Polecane wpisy

  • Koncert żałobny

    Katowice, dn. 16 kwietnia 2010 r. To miał być inny koncert. Miał być, ale katastrofa w Smoleńsku i żałoba narodowa były ważniejsze od planów. Że śląskie podejśc

  • Jak to Saksończycy chcą być Włochami (i odwrotnie)

    Kraków, dn. 4 kwietnia 2010 r. Misteria Paschalia – festiwal ze znakomitym programem, tak blisko, na wyciągnięcie niemal ręki (czyli: dojazd bez większych

  • Poranek Chopinowski

    Katowice, dn. 21 lutego 2010 r. Poranek symfoniczny poświęcono przypadającej następnego dnia 200 rocznicy urodzin Fryderyka Chopina, tak by mógł on inaugurować