|
Blog > Komentarze do wpisu
Cztery pory roku raz jeszcze
Katowice, dn. 1 października 2009 r. Jakoś nie mogłem ‘wskoczyć’ w obecny sezon Filharmonii Śląskiej. Różne były powody, ale wynik ten sam – absencja na koncertach. Udało mi się dopiero 1 października, może nieprzypadkowo w Międzynarodowy Dzień Muzyki? A i koncert mnie cieszył. Owszem, dwa poprzednie też mnie pociągały, ale siła wyższa… A tym razem w programie byli: Mozart, Grieg i Vivaldi. Czyli trudno o odkrycia (wszystkie utwory już kiedyś słyszałem), ale też trudno o rozczarowania. Koncert rozpoczął klasycyzm – Adagio i fuga c-moll KV 546 Wolfganga Amadeusza Mozarta – przeróbka utworu powstałego na dwa fortepiany (przeróbka zarówno na kwartet smyczkowy, jak i orkiestrę smyczkową, tym razem grała ta ostatnia – Śląska Orkiestra Kameralna). Utwór znany… Przynajmniej złapałem się na tym słuchając go, że nieźle go pamiętałem. Adagio i fuga (Allegro) świadczą o fascynacji Mozarta Bachem i polifonią. Fascynacji może krótkotrwałej, ale takiej, która odbiła się na jego twórczości – Mozart nie był naśladowcą barokowej polifonii – wykorzystał tylko pewne jej techniki, by stworzyć głęboki, udany utwór, na pewno nie będący tylko ćwiczeniem technicznym. Kolejnym prezentowanym dziełem była Suita w dawnym stylu „Z czasów Holberga”, op. 40 Edvarda Griega. Podobnie jak i w przypadku Adagia i Fugi jest to przykład zastosowania wybranych fragmentów dawnego stylu osadzonych we współczesnej autorowi stylistyce. W pięcioczęściowej (Preludium. Allegro vivace; Sarabanda. Andante espressivo; Gawot. Allegretto; Aria. Andante religioso; Riguadon. Allegro con brio) Suicie z czasów Holberga rzuca się to bardziej w oczy niż u Mozarta – dawne tańce stają się w istocie romantyczne. Po przerwie wykonano jedyny zapowiadany z większym wyprzedzeniem utwór (sprawdzałem informator Filharmonii, oraz stronę internetową kilka dni wcześniej; plakatów nie spotykam na swoich trasach codziennych) – Cztery pory roku Antonia Vivaldiego. Może powinienem to napisać z pewną ironią? W programie napisano: Antonio Vivaldi “Cztery pory roku” op. 8, nr 1-4… Opus 8 Vivaldiego to zbiór „Il cimento dell’armonia e dell’inventione” (Próby harmonii i inwencji), czego początkiem są właśnie Cztery pory roku (owszem, także z oryginalnym tytułem Vivaldiego, choć pisząc zerkam na zdjęcie oryginalnej strony tytułowej – tam są tylko Próby...). Zbiór zawiera także inne koncerty o charakterze programowym: Burze morską (La tempesta di Mare), Polowanie (La caccia), Przyjemność (Il piacere). Niestety, pozostałe koncerty nie są wykonywane często… Nawet jeśli Cztery pory roku są najlepsze, to pozostałe nie są aż tak dużo gorsze. Cóż, wszyscy wyraźnie traktują Cztery pory roku jako jeden utwór – zarówno wykonawcy (przerwy między koncertami były mniej więcej tak samo długie, jak między ich częściami), jak i słuchacze (oklaski co prawda pojawiły się na koniec lata, ale klaskali jedynie „początkujący”, których w Filharmonii było tym razem wyjątkowo wielu, przede wszystkim młodzież, którzy zwłaszcza przy Griegu klaskali po częściach). Wykonawcy czyli Śląska Orkiestra Kameralna pod kierunkiem Wiesława Kwaśnego (kierował grając na skrzypcach) stanęli na wysokości zadania – piękna była ‘burza’ (w Koncercie nr 2 g-moll „Lato”), oryginalnie szybki ogień w kominku (Koncert nr 4 f-moll „Zima” – niektórzy tak grywają, ale przywykłem do wolniejszych wykonań, które dominują). Wszystko bez pretensji do szczególnego naśladowania baroku, ale mimo to obrazowo. Wykonanie bardzo się podobało (a i publiczność lubi utwory, z którymi jest osłuchana) – koncert więc jeszcze się nieco przedłużył o bis – właśnie ów ‘kominek’ z Zimy, który przyniósł wykonawcom dodatkowe owacje. sobota, 03 października 2009, pak4
Komentarze
|
|
Zapraszam do czytania i polemiki
slaskimeloman.blox.pl